Łódź nie jest koncertową pustynią - dziś z całą pewnością możemy tak stwierdzić. Czy jednak zawsze tak było?
Przez wiele lat dobrych koncertów w Łodzi było niewiele. Żeby zobaczyć prawdziwą gwiazdę trzeba było jechać do Warszawy, Katowic lub Krakowa. Ostatnio jednak to do Łodzi przyjeżdża się słuchać nie tylko popularnej muzyki, ale i dobrej. Główna w tym zasługa Atlas Areny, ale kluby takie jak Wytwórnia czy Dekompresja również zapraszają ciekawych muzyków, którzy przyciągają słuchaczy. Jak było kiedyś?
Dawno, dawno temu...
Kiedyś, gdy płyty nie leżały stertami na sklepowych półkach, o internecie i pobieraniu stamtąd muzyki nikt nawet nie marzył, koncerty były jednym z nielicznych momentów obcowania z muzyką. Łódź na koncertowej mapie Polski była jednym z ważniejszych miejsc.
Kiedy dziś mówi się o koncertowej Łodzi, myśli się o jednym z najważniejszych festiwali wówczas - Rockowisku.
Festiwal Muzyki Rockowej - Rockowisko - to prawdziwy fenomen lat 80. Grały tam wszystkie najważniejsze zespoły tamtych czasów. Megapopularne TSA, Maanam, Perfect, Dżem, Lady Pank, Turbo i wiele innych. Wypełniona po brzegi młodzieżą Hala Sportowa MOSiR pękała w szwach. Było to doniosłe wydarzenie w skali całego kraju. Świetna muzyka, dobre teksty, wirtuozi instrumentów - Rockowisko było obowiązkowym przystankiem nie tylko fanów, ale również zespołów. Kto grał w Łodzi, ten się liczył.
Poza fenomenem Rockowiska pojawiały się również gwiazdy zachodnie. Bugdie - brytyjska legenda - dziś trochę zapomniany, ale kiedyś wymieniany wśród największych hardrockowych zespołów świata. Charakterystyczny wysoki, niemal dziecięcy wokal, ciężkie basowo-gitarowe riffy to wizytówki zespołu.
Smokie - prawdziwa wytwórnia przebojów z Living next door to Alice na czele - również nie ominęli Łodzi.
Omega - gwiazda rocka bloku wschodniego. Ich niezapomniana Dziewczyna o perłowych włosach (tylko nieliczni potrafią wymówić tytuł w oryginalne - po węgiersku) jest utworem tak fantastycznym i ponadczasowym, że aż ciężko uwierzyć, że napisali go miłośnicy papryki z Węgier. Zagrali w Łodzi.
Wielu innych nie ominęło Łodzi. Jeżeli chodzi o koncerty działo się naprawdę wiele.
W wolnym kraju
Gdy koncerty można było oglądać na VHS, a do Polski przyjeżdżało coraz mniej zagranicznych wykonawców, w Łodzi rozpoczęła się nowa moda - clubbing. Łódzkie dyskoteki były pełne. Do naszego miasta przyjeżdżały tłumy chętnych na zabawę. Jednak miłośnicy muzyki „na żywo" mieli post. W ramach swoich corocznych tras Łódź odwiedzały takie zespoły jak Kult czy Dżem.
Jednak na gwiazdy światowego formatu i prawdziwe uczty muzyczne łodzianie musieli jeszcze poczekać.
Czasy najnowsze
Od pewnego czasu w Łodzi, jeśli chodzi o jakość koncertów, można zauważyć tendencję wzrostową. Oczywiście tutaj główną zasługę można przypisać Atlas Arenie, która jest najnowocześniejszą halą w Polsce. Ma specjalne ekrany akustyczne i idealnie sprawdza się jako miejsce na duże koncerty.
Jednak takie miejsca jak Wytwórnia, która nie stawia tylko na znane nazwiska, ale również na oryginalność, czy dobrze prosperująca Dekompresja - to miejsca, gdzie można posłuchać naprawdę dobrej muzyki.
Warto tutaj wspomnieć o tak niecodziennym zjawisku jak Video Games Live, czyli muzyka z gier komputerowych, w niecodziennych orkiestrowo-elektronicznych aranżacjach połączonych z pokazami laserowymi i wizualizacjami. Naprawdę niecodzienne widowisko. Jeśli chodzi o Dekompresję wystarczy wspomnieć o gwieździe z ubiegłego miesiąca - The Exploited i wszystko staje się jasne. Nie jest to muzyka mainstreamowa ani popularna, jednak status legendy zespołowi jak najbardziej się należy. Poza tym całe mnóstwo mniejszych imprez - festiwali, przeglądów zespołów amatorskich i półamatorskich - wszystkie dla fanów rocka w różnych odmianach.
Oddzielny akapit trzeba poświęcić Atlas Arenie. Zaczęło się od A-HA - skandynawskich gwiazdorów lat 80. i ich elektronicznych i romantycznych dźwięków. Później było już tylko lepiej. Rammstein - ciężka muzyka prosto z Niemiec - industrialne dźwięki, ognisty show i bilety wyprzedane kilka miesięcy przed występem. Depeche Mode - można właściwie zostawić bez komentarza, ale nie wspomnieć o dwóch wyprzedanych do ostatniego miejsca koncertach dzień po dniu, imprezach towarzyszących i najeździe depeszowców na Łódź, nie sposób. Tokio Hotel - fenomen bardziej socjologiczny, niż muzyczny również przyciągnął wielu - głównie nastolatek. Za każdym razem wypełniona hala i duże show. Wszystko w Łodzi!
Co przed nami
Na kwiecień 2011 zapowiedziany jest legendarny Roger Waters. Trwają rozmowy ze Stingiem. Prężnie działająca Atlas Arena na pewno dostarczy nam dużo wrażeń.
Możemy być też spokojni o mniejsze koncerty. O tych nie mówi się z rocznym wyprzedzeniem, ale również przyciągają słuchaczy.
Niestety brakuje nam miejsca na wielkie koncerty plenerowe. Tu wciąż Stadion Śląski w Chorzowie czy Lotnisko Bemowo lub tor wyścigów konnych na Służewcu w Warszawie są niedoścignione. Władze Łodzi zapowiadają budowę miejskiego stadionu - również z przeznaczeniem koncertowym. Może to pozwoli nam oglądać wielkie gwiazdy pod gołym niebem. Wszyscy na to czekamy.
Foto: asw909 Źródło: flickr.com





![Hunter wystąpił w Łodzi [FOTO]](./files/images/articles/DA4h1w5hBS52Lbs_32x32-0.jpg)

![Happysad wystąpił w Łodzi [FOTO]](./files/images/articles/sQ9sA6C8H6f7cp7_32x32-0.jpg)
































Leszek Rusek / 07.06.2010; 11:42 pisze:
Proponuję na miejscu lotniska zbudować stadion, może większe dochody by były dla miasta? :)
Btw. Fajny artykulik:)
Izabela/ 06.06.2010; 19:52 pisze:
dobrze byłoby, żeby ten miejski stadion był w miejscu z dobrym dojazdem, dużym parkingiem i pewnie raczej większość nie chciałaby mieszkać blisko niego. możliwe to?
Facebooker/ 06.06.2010; 17:27 pisze:
"Tokio Hotel - fenomen bardziej socjologiczny niż muzyczny" nie dało się tego lepiej ująć :)