Tomek Skupieński: Ile masz lat?
Jakub Woźniak: Mam 23 lata, rocznik 88.
TS: Utrzymujesz się z fotografii?
JW: Tak, a od maja 2010 prowadzę własną działalność.
TS: Kiedy zacząłeś interesować się fotografią?
JW: Fotografia była obecna u mnie w domu zawsze, ze względu na pasję taty. Dlatego też długo nie lubiłem zdjęć - cudza pasja bywa często męcząca. Pierwszy aparat dostałem od rodziców w drugiej klasie gimnazjum. Była to cyfrówka z 2 milionami pikseli. Fotografowałem m.in. kredki na biurku i wychodziło mi to dość dobrze. Następnie zacząłem fotografować znajome koleżanki, kolegów, gdy mnie o to prosili. Wtedy okazało się, że z ludźmi współpracuje się dużo lepiej niż z ołówkami (śmiech).
TS: Kiedy skomercjalizowałeś swoje zainteresowanie?
JW: W połowie liceum utwierdziłem się w przekonaniu, że fotografia to jest właśnie to, co chcę robić w życiu. Trochę późno, bo byłem już w klasie matematyczno-informatycznej, która z fotografią nie miała nic wspólnego. Kupiłem więc pierwszą lustrzankę cyfrową. Po pół roku, nie mając jeszcze skończonych 18 lat, dostałem propozycję zrobienia sesji zdjęciowej dla dość dużej firmy. Umowę podpisała za mnie mama, bo byłem niepełnoletni (śmiech). Wtedy zobaczyłem, że skoro na pasji mogę zarobić, a za pierwsze zlecenie zgarnąłem równowartość dwóch pensji mojej mamy, to warto spróbować.
TS: Jak doszło do tego pierwszego komercyjnego zlecenia?
JW: Wrzucałem swoje prace na digart.pl i plfoto.com. Zamieszczałem tam wszystko, praktycznie bez selekcji, trochę zaśmiecałem. Traktowałem fotografię jeszcze przecież tylko jako zabawę. Pani z firmy napisała do mnie sama. Było to dla mnie ogromne wyróżnienie, że zostałem wypatrzony. Wtedy na tych portalach nie było jeszcze takiego śmietnika. Dzisiaj każdy ma aparat i myśli, że jest fotografem.
TS: Co było dalej?
JW: Po licem zdecydowałem, że zdam do szkoły filmowej, byłem bardzo pewny siebie i... nie dostałem się. Udało mi się dopiero po dwuletniej przerwie, chociaż z odwołania, zabrakło mi bowiem jednego punktu. Za to niedługo po ukończeniu liceum, a nie dostaniu się do wymarzonej szkoły znalazłem pracę w dużej łódzkiej agencji reklamowej. Pracowałem tam półtora roku, miałem stałą pensję, robiłem zlecenia dla wielkich firm. Równolegle, korzystając z zaplecza agencji, robiłem projekty bardziej artystyczne „pod teczkę na egzamin do szkoły". Pracę tam zakończyłem po półtora roku, bo atmosfera zmieniła się bardzo mocno, niestety na niekorzyść.
TS: Planujesz po studiach przeprowadzkę do Warszawy?
JW: W Łodzi da się funkcjonować w mojej branży. Trzeba zrobić dużo szumu wokół siebie, by agencje kreatywne o mnie pamiętały. Co będzie po skończeniu studiów nie wiem. Już teraz trochę zleceń z Warszawy, dojeżdżam autem, albo jeśli zabieram ekipę, to klient podstawia po nas busa. W Warszawie jest 20 razy więcej zleceń, ale osób, które mogą je wykonać 2000 razy więcej. Znam swoje możliwości, woda sodowa nie uderzyła mi do głowy, aż tak na ile to wygląda(śmiech).
TS: Jak to było z kalendarzem dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej pomocy?
JW: Trzy miesiące przed XVIII Finałem napisałam na ogólnego maila prezentując pomysł na kalendarz WOŚP z fotografiami dwunastu znanych ludzi, który miałby pójść na licytację. Po godzinie dostałem odpowiedź, że organizatorzy dają mi zielone światło, zrozumieją jeśli nie zdążę, ale pomogą ile będą mogli. Jeszcze tego samego wieczora napisałem na Facebooku do trzech osób. Michała Piróga, Ani Bosak, którą znałem z czasów licealnych i Ilony Felicjańskiej. Rano miałem już wiadomość od Michała Piróga. Zgodził się wziąć udział, życzył powodzenia. Szczęśliwie wszystko się udało, mimo krótkiego terminu.
TS: Jak wygląda życie zawodowego fotografa?
JW: Rozwijam się, nie siedzę w jednym miejscu, mam nienormowany czas pracy. Ale z drugiej strony pracuję 24h na dobę. Idąc ulicą szukam miejsc, wyobrażam sobie zdjęcia. Jeśli chodzi o zarobki są miesiące bardzo, bardzo spektakularne. Ale styczeń czy luty były bardzo słabe, miałem jedno zlecenie. To jest sinusoida, zależna od poprzednich zleceń i szumu jaki wokół siebie robię.
TS: Ile trwa sesja fotograficzna np. portfolio dla modelki?
JW: Przykładowo. Spotykamy się o 10. O 10.15 zaczynamy makijaż, który trwa od 45 minut do godziny. Potem fryzura czyli pół godziny. Następnie przemieszczenie się do studia lub w plener. Sesja trwa około półtorej godziny. Jeżeli coś ma się udać, szczególnie takie proste zdjęcia jak portfolio dla modelki, to 2-4h w zupełności wystarczą. Nie lubię długo fotografować, to mnie nuży, zaczynam powtarzać schematy, a to nie o to chodzi.
TS: Co byś radził innym fotografom, którzy chcieliby iść w Twoje ślady, odnieść komercyjny sukces?
JW: Sukces, to za duże słowo, zdecydowanie, na sukcesy daje sobię czas do 2016 roku, jeśli do tego czasu się nie uda, to może zmienię swoją ścieżkę życia. A co do zdjęć i doskonalenia się najważniejsze jest dużo oglądać, przede wszystkim dobrych zdjęć. Chociaż te słabsze też warto. Często przeglądam różne portale np. digart.pl - otwieram zakładkę "akt" albo "moda" i oglądam po kolei, komentuję, zgryźliwie, ale pod nazwiskiem. Trzeba też przeglądać dobre gazety, np. Vogue. To drogie pismo, ale warto - do zdjęć na papierze mamy większy szacunek.
Zasada jest taka: trzeba dwa razy oglądać a raz zrobić. A później dziesięć razy obejrzeć. No i zamieszczać na forach fotograficznych, gdzie chociaż jeden komentarz na sto może być cenny. Gdy już będzie ładne portfolio, warto zacząć marketing m.in. na Facebooku.




![Minister Władysław Kosiniak-Kamysz [WYWIAD]](./files/images/articles/0UuZb8K3PA08ijN_32x32-0.jpg)

































Glass/ 30.01.2012; 11:48 pisze:
Szczerze mówiąc dobrze się wkręcił J.Woźniak w zlecenia komercyjne.
Z drugiej strony pokazuje on totalne beztalencie , pełno sprzętu, którego nie umie wykorzystać . Postprodukcja zdjęć chyba już nie wymaga komentarza ....
pedagog na raty/ 17.11.2011; 00:21 pisze:
Po pierwsze: powodzenia!!
Po drugie: ładne nazwisko :P
Tomasz Jablonski/ 16.11.2011; 16:39 pisze:
Brawo- jestem z Ciebie dumny, powodzenia....
Tewje/ 16.11.2011; 11:01 pisze:
Ma chłopak rację. Neon!