Dodano: 23.03.2010r. przez: Szymon Grzybowski Kategoria: Wiadomości

Na dziko albo wcale

Szymon Grzybowski

Autor
1363 wiadomości

Parkingów w mieście jest jak na lekarstwo. Kierowcy w desperacji krążą wokół centrum w poszukiwaniu kilku metrów wolnej przestrzeni. Mnożą się „dzikie" parkingi. Miejsca, które wcale do parkowania nie są przeznaczone, ale całkiem dobrze się do tego nadają.

Takich miejsc jest w Łodzi mnóstwo. Przy ulicy Zachodniej między kamienicami tuż przed ulicą Próchnika. Kawałek dalej między ulicą Legionów, a ulicą Północną. Przy alei Mickiewicza, w pobliżu szpitala WAM. Od momentu rozpoczęcia robót parkingiem stały się też okolice ulicy Kilińskiego. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - nie ma normalnych miejsc parkingowych.

Ucieczka z centrum

Kiedy jednak przyjrzeć się problemowi głębiej okazuje się, że być może to wcale nie wina małej ilości miejsc parkingowych. - Łodzianie uciekają z centrum. Wszyscy chcą mieć domek i kawałek zieleni. Ci którzy mieszkają na obrzeżach muszą się jakoś do tego centrum dostać. Nie ma rozsądnej komunikacji miejskiej, więc wszyscy jadą samochodami - mówił Marek Cieślak, prezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, podczas niedawnej dyskusji z mieszkańcami.

Co można zrobić z problemem?

O Studium Zagospodarowania Przestrzennego i grożących skutkach jego wprowadzenia mówił na niedawnej konferencji wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, Krzysztof Piątkowski - Studium zakłada rozrost przedmieść kosztem centrum. Musimy zrobić wszystko, żeby uniknąć losu niektórych amerykańskich miast. Tam w centrum są tylko parkingi i wieżowce. Całe życie toczy się na przedmieściach - opowiadał i dodał - Jestem zwolennikiem parkingów wielopoziomowych, ale miasto nie ma pieniędzy na takie parkingi, a żeby przyciągnąć inwestorów trzeba im udowodnić, że takie przedsięwzięcie będzie im się opłacać. Problem zna też Dariusz Joński, wiceprezydent - Za prezydentury Jerzego Kropiwnickiego nie było odpowiedniej jednostki, która problemem parkingów mogłaby się zająć. Już powołałem odpowiednią komórkę, która zajmie się tym problemem - mówił. Należy się tylko zastanowić czy mnożenie i tak już przerośniętej administracji publicznej w Łodzi jest dobrym pomysłem? Może lepiej byłoby już istniejącej jednostce dodać nową kompetencję?

Największy kamienicznik w Polsce

Powodów takiego stanu rzeczy jest więcej. Ważnym z nich jest to, że Łódź jest największym kamienicznikiem w Polsce. Atrakcyjne kamienice w centrum miasta są mieszkaniami wynajmowanymi za bezcen. Nie ma urealnienia czynszów. Ludzie, którzy chcieliby kupić mieszkanie o wysokim standardzie w centrum miasta nie mają takiej możliwości. Nawet jeśli znajdzie się lokal to albo okolica jest nieciekawa albo cała kamienica do kapitalnego remontu. Nie można się dziwić, że ludzie uciekają z takiego centrum. - Dużo ludzi chciałoby zamieszkać w Śródmieściu. Nie ma dla nich jednak mieszkań. Atrakcyjne budownictwo mieszkaniowe jest na Janowie i innych osiedlach przedmiejskich. W centrum nie ma. I co najgorsze władze miasta nie dają dobrego przykładu. Miejskie spółki deweloperskie również nie budują w centrum tylko na obrzeżach - komentuje Krzysztof Piątkowski.

Brak alternatywy

Kolejnym powodem jest brak dobrej komunikacji alternatywnej dla ruchu samochodowego. O metrze oczywiście możemy zapomnieć, ale ani tramwaje, ani autobusy nie spełniają dobrze swojej roli. Przepełnione, spóźnione, rozmijające się z rozkładem jazdy - takie niestety są. Nie ma możliwości podjechania pod centrum miasta, zostawienia samochodu na specjalnie do tego przygotowanym parkingu i pojechania dalej komunikacją miejską. Dużym atutem miał być Łódzki Tramwaj Regionalny. Czy jednak budowa, która na rok sparaliżowała centrum miasta rzeczywiście usprawniła ruch? - Muszę niestety przyznać, że w Łodzi nie ma dobrego zwyczaju konsultowania z mieszkańcami ważnych decyzji. Rozpoczynało się wielkie inwestycje bez poparcia społecznego. Mam nadzieje, że nowy regulamin konsultacji społecznych to zmieni - mówi nam Krzysztof Piątkowski.

Dobre pomysły

Miejscy politycy i władze miasta mają oczywiście mnóstwo świetnych pomysłów na rozwiązanie wszystkich miejskich problemów. Tych z parkingami też. Kierowcy tymczasem w nerwach po pięć razy jeżdżą aleją Kościuszki i ulicą Zachodnią w poszukiwaniu skrawka wolnego miejsca...oczywiście płatnego.

Tagi: centrum miasta, Dariusz Joński, dzikie parking, Krzysztof Piątkowski, parkingi
A co Ty o tym sądzisz? Napisz jakie jest Twoje zdanie...
captcha
  • Tekst
  • Ryhoo / 24.03.2010; 10:53 pisze:

    A ja mieszkam w Śródmieści i z autka nie zrezygnuje. Pokazała Manufaktura jak zrobić ładny parking. Czemu nie zrobić tego samego wokół Piotrkowskiej - zostawiamy zabytkową elewację, wyburzamy spróchniałe drewniane stropy i temat załatwiony.

  • Szymon Grzybowski / 23.03.2010; 16:54 pisze:

    Na pewno tyle, żeby choć trochę rozładować zakorkowane centrum.

  • Izabela/ 23.03.2010; 16:44 pisze:

    Rozumiem, ale czy tych potencjalnych mieszkań jest rzeczywiście tak dużo, żeby rozładować parkingi w centrum?

  • Szymon Grzybowski / 23.03.2010; 16:36 pisze:

    Jeśli ludzie pracujący w centrum mieszkaliby w centrum to nie musieliby jeździć samochodami do pracy. Jeśli mieszkają na obrzeżach to muszą dojechać i zająć miejsce parkingowe.

  • Izabela/ 23.03.2010; 16:12 pisze:

    Jakoś trudno uwierzyć, że sprzedaż/budowanie mieszkań w centrum znacznie zmniejszy problem miejsc parkingowych.

    Może warto byłoby jednak wreszcie wyburzyć pustostany i tam utworzyć parkingi. Niech nawet będą płatne.

    I ktoś mógłby też zadbać o parkingi, które już istnieją, np. plac na Narutowicza na przeciwko Szkoły językowej Empik, gdzie jeździ się po dziurach, w błocie, gdzie kręci się mnóstwo "pilnujących" (zresztą nie tylko tam) i za te atrakcje trzeba jeszcze zapłacić.

    A tak przy okazji parkometrów, to pewnie nieopłacalna będzie zmiana istniejących parkometrów na takie, które wydają reszte i przyjmują też banknoty. Ci którzy, uszczęśliwili łódzkich kierowców obecnymi parkometrami powinni stać przy nich i rozmieniać cały dzień pieniądze!